Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 29 gości 

Reklamy

Reklama
Ciągle w czołówce... Henryk Mika z Krostoszowic Drukuj

Pan Henryk Mika jest hodowcą z krwi i kości, prawdziwym praktykiem. Dowodem tego są nie tylko jego własne osiągnięcia, lecz także wyniki innych hodowców, których wspierał swoją wiedzą i doświadczeniem. Otóż pan Mika „wychował” w sumie dwóch mistrzów. Lepszych rekomendacji już chyba nie potrzeba. Hodowca ten należy do starej gwardii: sumienny, pracowity i wytrwały. To żywy przykład tego, iż tylko wymienione powyżej tradycyjne wartości pozwalają przez wiele lat utrzymać się na najwyższym poziomie. Natomiast szczęście i dobry, jakościowy materiał stanowią tylko uzupełnienie ciężkiej i żmudnej pracy.

 Początek

            Swego czasu mój brat pracował w Wodzisławiu w odlewni żelaza i metali. W pracy wśród kolegów byli hodowcy. Kiedyś przyniósł mi gołębie, jednak nie pocztowe tylko zwykłe. I tak mi się to spodobało. Później ja sam rozpocząłem pracę w Wodzisławiu. Poznałem wówczas dobrych hodowców, nieżyjących już dziś, do których należeli na przykład ś.p. kolega Fójcik. Stefan, mój brat, nadal sprowadzał gołębie, a ja zacząłem lotować w sekcji Marklowice, w oddziale Wodzisław.

Pierwszy mały gołębnik wybudowałem za zgodą teściowej. Z czasem stopniowo powiększałem hodowlę. Na początku gołębie do koszowania woziłem rowerem. Gdy zacząłem wysyłać na loty gołębie stare to od razu zdobyłem tytuł wicemistrza oddziału. Początkowo miałem 24 gołębie, kiedyś nie hodowało się tyle gołębi, co dziś. A gubiło się zaledwie po 2 – 3 gołębie w sezonie – z lotów takich jak Suwałki, Białystok.

            W tym okresie wspomagał mnie nieżyjący już dziś kolega. Przypilnował gołębie, gdy byłem w pracy, lub gdy gdzieś musiałem wyjechać na dwa dni.

[...]

Hodowla

            Gołębi nie mam dużo. Mam dwa gołębniki gołębi młodych, zwykle około dwudziestu pięciu sztuk. W zeszłym roku nie lotowałem młodymi, ponieważ zachorowały. Nie szczepię przeciw ospie, choć nie jest to chyba zbyt rozsądne. Dlaczego tak postępuję? Otóż w 1997 roku zaszczepiłem ptaki przeciw ospie, a następnie mi zachorowały na chorobę gołębi młodych. Później powstrzymałem się od kolejnych szczepień i loty były zawsze udane. Dziś myślę jednak, że ta szczepionka mogła być z niepewnego źródła, lub gołębie zachorowały po niej w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności.

Następnie gołębie przechodzą z gołębnika gołębi młodych do gołębnika wdowców. Ostatnio zostało mi 33 młodych. W tym roku mam dziesięć gołębi młodych więcej niż zwykle.

Wdowców mam 37, w zeszłym roku miałem ich 35.

Najlepsze gołębie pochodzą z krzyżówki, czy z pokrewieństwa?

            Z krzyżówki. Rzadko parowałem gołębie w pokrewieństwie, zawsze unikałem takiego kojarzenia. Aktualnie jednak kojarzę także w pokrewieństwie.

 

Według jakich kryteriów kojarzy Pan gołębie?

            Moją podstawę tworzyły czarne gołębie o ciemno czerwonych, niemalże kasztanowych oczach. Teraz mam kilka belgijskich „glazerów”. Jednak nadal zwracam uwagę na to, by oczy nie były za jasne, wolę ciemniejsze.

 

Jest Pan w stanie „wyłuskać” w stadzie dobre gołębie? Odróżnia pan dobre gołębie od złych?

            Po wyglądzie człowiek nie jest w stanie określić, czy gołąb będzie dobrym czy słabym lotnikiem. Są pewne przesłanki, na przykład energiczny gołąb młody ma większe szanse na to, by odnosić sukcesy. Oko niewiele mi mówi. Według mnie nie ma takich speców, którzy potrafią po wyglądzie lub zachowaniu jednoznacznie określić, czy mają do czynienia z dobrym gołębiem, czy nie.

 

Czym musi cechować się dobry gołąb?

            Najważniejsze jest zdrowie gołębia. Gołąb nie może być podatny na choroby. Sprawą drugorzędną jest, czy gołąb jest duży, czy mały – musi być zdrowy. Wielokrotnie miałem małe gołębie, które zdobywały czołowe lokaty.

            Dobry gołąb musi być „poukładany”: psychicznie stabilny, nie może być „narwany”.

            Poza tym gołąb musi mieć odpowiednie skrzydło i upierzenie. Przecież są to jego podstawowe „narzędzia pracy”. Krótkie przedramię, zwarte widełki, wąski ogon. Gołąb musi „trzymać linię”.

 

Jak karmi Pan swoje gołębie przed sezonem, a jak w trakcie sezonu?

            Sam co tydzień przygotowuję karmę, robiąc zapas na pięć kolejnych dni. Bazuję przy tym na dwóch rodzajach gotowych, zakupionych karm: firmy Versele Laga (Super Star) oraz Bayers. Są to mieszanki: lotowa (dla wdowców) i dietetyczna. Mam jednak też swoją kukurydzę, pszenicę i jęczmień. Wszystko to mieszam w odpowiednich proporcjach w zależności od aktualnego zapotrzebowania: oczekiwanej trudności lotu oraz prognozowanej pogody. Nigdy nie karmię gołębi tylko gotową zakupioną mieszanką. Na przykład przed lotami na dystansie 500 km dodaję kukurydzę, czy peluszkę. 

 

Drogi Hodowco,

to tylko część artykułu

cały artykuł dostępny jest w numerze marcowym 2011 (3/2011) miesięcznika "Złoty Gołąb"

  

 

 

Kopiowanie treści czy fotografii bez zgody autorów zabronione.
Za publikowane treści odpowiada J&T Nowak - wydawca miesięcznika "Złotygołąb"