Międzynarodowy Magazyn Hodowców Gołębi Pocztowych

Publikacja na stronie: poniedziałek, 12 sierpnia 2019r.    Czytano: 40 razy

Stanisław Więcek - Rozważania prezesa oddziału Ustka

W środku sezonu urlopowego prosto znad Morza Bałtyckiego wspomnieniami i bieżącymi refleksjami dzieli się z nami Stanisław Więcek. Mieszka w Ustce, tu prowadzi działalność gospodarczą, wybudował i jest właścicielem dwóch ośrodków rekreacyjno-wypoczynkowych, a oprócz tego jako aktywny hodowca i działacz PZHGP zajmuje się hodowlą gołębi i sprawami organizacyjnymi oddziału. To dużo pracy, zwłaszcza teraz, w sezonie letnim. Sam nie ma zbyt wiele wolnego czasu i dlatego z ogromnym zrozumieniem podchodzi do poszanowania czasu innych hodowców. Należy do oddziału Ustka-Słupsk, w którym kolejną kadencję pełni funkcję prezesa, a w tym roku jest również członkiem zarządu okręgu.

Obraz:

Zaczęło się od dwóch gołębi

Kiedy byłem dzieckiem, było inaczej niż dzisiaj. Człowiek od najmłodszych lat miał swoje obowiązki i musiał uczestniczyć w różnych pracach dorosłych. Już jako siedmioletni chłopiec pomagałem w gospodarstwie dziadka i stryja. Za tę pomoc dostałem moje pierwsze dwa gołębie. Potem  następne dwa, innym razem znowu dwa … Opiekowałem się nimi, najlepiej jak umiałem. A że to były „tamte” czasy, więc i gołębie, które od dziadka i stryja dostałem, były na miarę czasów, takie zwykłe, polne.

[...]

Zaangażowanie w sprawę obrony hodowli

Ponieważ zaczęła się prawdziwa hodowla, to potrzebny był prawdziwy punkt wkładań. W Ustce nie było dla nas stałego miejsca, chodziliśmy raz tu, raz tam. Jakby tego było mało, doszło do przykrego zdarzenia, ponieważ burmistrz zarządził likwidację gołębników w Ustce, argumentując swoją decyzję tym, że jest to miasto uzdrowiskowe, portowe, a gołębie zaśmiecają i przeszkadzają. Nie spodobał mi się ani ten pomysł, ani tłumaczenie. W związku z tym zorganizowałem w Urzędzie Miasta spotkanie hodowców z przewodniczącym Rady Miejskiej. Zgłosiło się wielu właścicieli gołębi, ale hodowcy gołębi pocztowych stanowili wśród nich nieliczną grupę.  Byłem ja - z książką pod pachą. Ta książka zawierała jeden z moich argumentów przeciw decyzji burmistrza. Była w niej historia tutejszych nadmorskich gołębi, które kiedyś leciały z Rzymu od papieża. Następnie pokazałem puchary, które hodowcom wręczał starosta, wicestarosta i prezydent Słupska. Tym materiałem dowodowym walczyłem w obronie naszych gołębi. Zrobiło się spore zamieszanie, więc nagłośniłem sprawę i wypowiedziałem się na ten temat w kilku stacjach telewizyjnych. Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Gołębie pocztowe zostały w Ustce. Korzystając z tego zainteresowania gołębiami pocztowymi, załatwiłem działkę na stały punkt wkladań. Działka ma 20 arów i jest w dobrym miejscu, na ul. Jaśminowej. Muszę uczciwie przyznać, że przy wytyczaniu działki już nam burmistrz pomógł. Zrozumiał, że gołębie hodowlane nie błąkają się byle gdzie, że właściciele dbają o nie, bo są ich majątkiem.

[...]

Moja hodowla

Główne stado moich gołębi pochodziło od Rolanda Fabera, Marka Rzepki i od Józefa Wani.  Kiedy poznałem  Rolanda Fabera, na jego gołębiach oparłem hodowlę i długo się ich trzymałem. Poświęciłem im dużo czasu, ale koniec końców daleko z nimi nie doleciałem. Papiery okazały się mocniejsze od ptaków. Trochę gołębi się u mnie przewinęło, dopóki po latach nie zrozumiałem, że gołąb to nie arystokrata, rodowodu nie potrzebuje. Zainteresowałem się bardziej gołębiami na długie loty Marka Rzepki, Józefa Wani i naszymi lokalnymi. I co się okazało, o ironio losu? Gdy  te „przypadkowe” już po locie odpoczywały, to tamtych z papierami jeszcze nie było. Gołębiami od Rolanda długo wygrywałem, bo dobrze sobie radziły na dystansach 200-300 km, ale jak poszły na loty 500 km albo na maraton, a jeszcze zawiał wiatr z boku lub w dziób, to puste gołębniki mi zostały. Papiery mocne są, tylko gołębi nie ma. Mistrzostwa zdobywałem i to widać po trofeach, jednak żebym poczuł się mistrzem, to musiałbym z setką hodowców wygrać. Nie pochwaliłem się tym dotąd,  ale była u mnie samiczka, „16”, którą miałem od kolegi Wołocha; przez wiele lat była w czołówce i osiągała wyniki w kategoriach A, B, C. Każdy hodowca ma takiego gołębia, którego nigdy nie zapomni.

Obraz:

[...]

Ciężki rok

W tym roku starty gołębi dorosłych zamknęliśmy po dziewiątym locie ze względu na złą pogodę i z uwagi na mój wyjazd do Anglii. Brakuje chętnych, żeby zająć się sprawami organizacyjnymi, obsługą kabiny i kierowaniem lotami. Teraz po powrocie przygotowuję wszystko na loty młodych gołębi. Z żalem obserwuję, jak z roku na rok pogarsza się jakość lotów i maleje zainteresowanie tym sportem wśród ludzi młodych. Można zarzucać młodym, że im tylko komputery w głowie. Ale trudno winić ich za to, że technika pędzi do przodu i muszą za nią nadążać. Szkoda tylko, że komputer jest dla nich - zamiast, a nie obok - innych zamiłowań. Brak zainteresowania sportem gołębiarskim wśród młodych to problem wielu regionów. Dawniej młodzi przychodzili, przyglądali się, pomagali i przyuczali do hodowli. Dzisiaj jest mniej młodzieży i jest nastawiona bardziej na branie niż dawanie czegoś od siebie. Poza tym często my, doświadczeni hodowcy, naszą postawą  nie zachęcamy ich, więc nic dziwnego, że się nie garną. A wiele zależy od nas. Jeśli chcemy kogoś do sportu gołębiarskiego przekonać, to nie okazujmy swojej wyższości, bądźmy wyrozumiali, cierpliwi i pomagajmy. Zachowanie na punkcie wkładań to powinna być wizytówka hodowcy, a tymczasem często może zniechęcać zamiast zachęcać.

[...]

Mówi się, że to jest sport drogi, a ja tłumaczę w ten sposób – drogi jeśli ma się dużo gołębi, ale jeśli trzyma się trzydzieści to nie jest drogi.

Dzisiaj można być mistrzem, mając małą hodowlę, w dodatku  małe stado łatwiej dopilnować. Duża hodowla pochłonie więcej czasu i więcej pieniędzy. Każdy może dopasować hodowlę do swoich możliwości, a i tak hodowców młodych nie ma. Dlatego uważam, że tu nie tylko chodzi o pieniądze. To jest sport wymagający i nie dla każdego. Gołębiom trzeba poświęcić kilka godzin każdego dnia. W tygodniu, kiedy wszyscy domownicy są zajęci, nie odczuwają braku ojca tak bardzo jak w sobotę i niedzielę, zwłaszcza w lecie. W okresie, który najbardziej sprzyja wspólnym wyjazdom, spacerom, grom i zabawom, ojcowie poświęcają więcej czasu gołębiom niż własnym dzieciom i żonie. Obserwuję na swoim przykładzie, jak lotowanie rozluźnia więzi rodzinne. Dlatego staram się tak wszystko na punkcie zorganizować, żeby  jak najmniej czasu zabierać hodowcom. Nawet przyśpieszam odbicie zegarów, jak jest krótki lot, żeby  hodowca jeszcze miał tego dnia czas dla rodziny.

[...]

Autor: Tadeusz Nowak

Cały artykuł dostępny # 8/2019

 


Powrót:

Przeczytaj także

O nas

Miesięcznik “Złoty Gołąb” to odpowiednie źródło wiedzy dla hodowców, którzy są ciekawi sztuki lotowania i hodowania gołębi przez mistrzów.

Skontaktuj się

Logotyp